czwartek, 30 maja 2013

Tusz do rzęs Astor Big and Beautiful Play It Big Mascara



Tusz ten kupiłam w pakiecie z lakierami, kosztował ok. 30 zł (sam tusz, bez promocji to wydatek ok. 35). Opis producenta bardzo mnie zachęcił – tusz miał przede wszystkim „mega pogrubiać rzęsy” (sama mam je dosyć długie więc zależy mi przede wszystkim na ich pogrubieniu i tylko leciutkim wydłużeniu).
„Tusz posiada wyjątkową szczoteczkę z ultra delikatnymi włóknami, które otulają każdą rzęsę pojedynczym pociągnięciem. Rzęsy natychmiast są pogrubione i wymodelowane. Specjalna formuła High-Tech przedłuża szczoteczkę 4 mm włóknami Black Extensions, dzięki czemu chwyta ona rzęsy rozdzielając je bez efektu grudek.
Widocznie wydłużone rzęsy od 71% do 83%. Mascara pogrubia je aż trzynastokrotnie.
Testowana dermatologicznie. Odpowiednia dla osób noszących soczewki kontaktowe.”
(cytat za: wizaz.pl) 


Cóż, skusiła mnie przede wszystkim wizja pogrubienia, silikonowa szczoteczka i fakt, że tusz jest odpowiedni dla osób z soczewkami (tak, tak, to ja). A co się okazało? Zapraszam do recenzji.
Opakowanie tuszu jest klasyczne, pogrubione, w malinowym kolorze, z naprawdę fajnie wyglądającą szczoteczką w kształcie baryłki, silikonową – przekonałam się do takich już dawno temu i moim zdaniem żadna szczoteczka z włoskami nie może się z taką równać.
Ale przejdźmy do sedna, czyli jak się sprawdza w użyciu. Pomalowałam rzęsy jedną warstwą. Hm, coś nie tak. Jakoś zagęszczenie nie było takie oszałamiające jak obiecywali (a mało rzęs nie mam przecież), a i długość pozostawiała wiele do życzenia… Pociągnęłam drugi raz… No, ok. Było ok. Nie żadne „super”, „wow”, czy nawet „fajnie”. Było po prostu ok, czyli staropolskie „szału ni ma”. Już wtedy wiedziałam, że rewelacji i fajerwerków tutaj zabraknie. Ale po półtora miesiąca stosowania go (dwuwarstwowo) po prostu się załamałam. Tuszu muszę nakładać ze 4 warstwy, żeby rzęsy wyglądały „jako tako”, a i tak w pakiecie dostaję grudki i sklejone partie rzęs. Po jednej warstwie to mam wrażenie, że na moich rzęsach nie ma kompletnie nic. Sprawdziłam datę przydatności tuszu – wszystko było w najlepszym porządku; szkoda, że tylko na opakowaniu. Mam wrażenie, że albo ten tusz jest do kitu, albo po 5 tygodniach sobie wysechł…
Dodam dla pewności, że żywotność tuszu u mnie to ok. 4 – 5 miesięcy. Nie maluję się codziennie, a jeśli już to nie robię sobie paru warstw – „normalnym” tuszem wystarczy mi jedna. Rzęsy maluję od 16 – 17 roku życia (czyli będzie już parę ładnych latek), więc mam w tym wprawę – i naprawdę bardzo rzadko zdarzają mi się sklejone rzęsy.
Tak czy tak – tego tuszu nie polecam. Chyba że chcecie się bawić jak ja – szkoda mi go wyrzucić dlatego najpierw maluję się nim, a potem „dorzucam” warstwę innego. I przemęczę się pewnie jeszcze jakiś czas, a potem z ulgą i zapewne z wilczym biletem go wywalę.
P.S. Foto oka nie mam – obecnie musiałabym Wam przedstawić albo posklejane, krótkie rzęsy (co nie jest szczytem moich marzeń, naprawdę!), albo dwie warstwy tuszu – pierwszą tego i kolejną innego, co mija się z celem, bo to recenzja astora, a nie reklama połączenia dwóch firm.

piątek, 24 maja 2013

Liebster Blog Award - czyli o zabawach blogowych :)

Nie przepadam za zabawami blogowymi i pytaniami, na które nominowane osoby muszą odpowiedzieć. Ale cóż, baaardzo lubię  bloga SWATCHMEN i chyba nie odmówię tym razem! ;)
Na czym polega zabawa?
"Nominacje otrzymujemy od innego bloggera. Przeważnie nagrody otrzymują blogi o małej ilości obserwujących (do 200), co pozwala na ich rozpowszechnianie. Jest to „nagroda” za nienaganne prowadzenie bloga. Odpowiadasz na 11 pytań otrzymywanych od osoby nominującej, następnie TY masz za zadanie nominować 11 osób i podać nowe pytania".
UWAGA: Nie nominujemy osoby, która Ciebie nominowała !!!"

A oto i pytania!
1. Co lubisz jeść na śniadanie?
Świeży chlebek z masłem, do tego wiejski serek lub jogurt i kawa rozpuszczalna :) Bez śniadania nie wyjdę z domu, i to radzę Wam wszystkim bo to najważniejszy posiłek dnia!

2. Ulubiony film?
Cholera, nie wiem. Chyba "Milczenie owiec". Lecter jest chyba moim "ulubionym" bohaterem ;) Mogę też oglądać w kółko "Zieloną milę", chociaż zawsze na niej ryczę, więc nie wiem czy można to zakwalifikować do ulubionych filmów.

3. Ulubiona książka?
Brak. Czytam je namiętnie i trudno mi wybrać jedną, ukochaną. Niektórym może się wydać nieprawdopodobne, ale ja np. "Potop" czytałam z 5 razy. Po prostu kocham czytać :)

4. Wymarzone wakacje?
Ciepłe morze, piasek i mój narzeczony :) Nic więcej mi do szczęścia nie trzeba!

5. Praca marzeń?
Aaaa to niech pozostanie moim malutkim sekretem :)

6. Kosmetyk, do którego wracasz?
Jest ich kilka. Wracam zawsze do balsamu AA maliny, CARMEXu w tubce, wracałam też do tuszu Maybelline, ale go wycofali :(

7. Trampki czy szpilki?
Szpilki :) Albo baletki, bo trampek nie lubię, mam tylko jedne w kwiatki które toleruję ;)

8. Ulubiony zapach?
CK One. zdecydowanie mój ideał.

9. Co poprawia Ci humor?
Komedia romantyczna, dobra książka, muzyka, spacer w lesie. Wszystko zależy od okoliczności.

10. Gdybyś mogła kupić jedną rzecz, bez względu na cenę, co by to było?
Porsche 911 carrera S cabrio. Koniecznie czerwone :)

11. Kosmetyk, którego nie masz, a chciałabyś mieć?
Hm, chyba nie mam takiego. Jak coś za mną "chodzi", to idę i kupuję ;)

Żeby tak jak mój poprzednik złamać parę zasad ;) Dorzucę dwa pytania i tylko dwie osoby, które nominuję do zabawy :)
Pytania:
 
12. W trzech zdaniach opisz swój codzienny makijaż.
Mój wygląda tak banalnie, że jedno zdanie starczy :D Mycie twarzy, tonik, krem i tusz do rzęs :) I jestem gotowa do wyjścia!

13. Najlepszy kosmetyk do włosów, który poleciłabyś przyjaciółce.
U mnie to maski z Biovax. Którą bym poleciła przyjaciółce? Zależy jakie miałaby włosy :)

Osoby nominowane:
1. http://kobieca-strefa.blogspot.com/
2. http://zmakeupizowani.blogspot.com/

piątek, 17 maja 2013

Tusz do rzęs Maybelline Define A Lash Mascara


Mam ochotę strajkować pod siedzibą Maybelline! WYCFANO! Mój ukochany tusz do rzęs! (Ok, czasem go "zdradzałam", np. z Rimmelem, ale wciąż do niego wracałam bo był niezastąpiony! :(
A miałam pisać jego recenzję... Mam ten tusz od jakiś 2 miesięcy (i od tego czasu zbierałam się za recenzję i wciąż nie miałam kiedy albo wpadło mi w ręce coś innego co koniecznie trzeba opisać...) i chyba kupiłam ją w "ostatnim rzucie" zielonych maskar do sklepów :( Bardzo żałuję, to najlepsza maskara na jaką trafiłam, z idealną szczoteczką. A teraz co? Pozostaje mi szukać odpowiednika :(
Może mi coś polecicie z podobną szczoteczką? :(

poniedziałek, 13 maja 2013

Frencz w wydaniu blondynki



Macie czasem taką uroczystość, na którą chcielibyście zrobić coś z paznokciami, ale nie bardzo wypada je malować? Np. imieniny starszej ciotki, albo spotkanie służbowe? Ja miałam już parę takich okazji i zawsze na nie wybieram niezawodny french manicure, z malutkim dodatkiem ;)


Co nam potrzeba? Zwykły biały lakier, odżywka do paznokci i srebrny lakier z cienkim pędzelkiem. Najpierw maluję białe końcówki, potem na jeden z nich (u mnie wybór padł na palec serdeczny, ale widziałam też na kciuku) nakładam jeszcze cienką kreskę srebrnego w miejscu, w którym kończy się biała końcówka i zaczyna niepomalowany paznokieć. Po wyschnięciu serwuję im odżywkę i voila! 


Fotografie powyżej przedstawiają moje paznokcie, które zostały w ten sposób pomalowane na obronę pracy magisterskiej. Dla lakieromaniaczek to nic odkrywczego, ale może kogoś zainspiruje? :)

wtorek, 7 maja 2013

Balsam do włosów zniszczonych, łamliwych i osłabionych Green Pharmacy pokrzywa zwyczajna



Kupiłam go zachęcona dobrym działaniem szamponu pokrzywowego z tej serii. Koszt to ok. 7 zł, a więc nie są to jakieś wielkie pieniądze. Odżywka wg producenta ma szybko regenerować włosy, wzmacniać je, nawilżać i odżywiać. No i przede wszystkim – zapewniać im wszystko co niezbędne do intensywnego wzrostu oraz ułatwiać rozczesywanie. A jak było w rzeczywistości? Przeczytajcie.



Balsam zamknięto w butelce bardzo podobnej do szamponu. Brązowa, lekko przezroczysta, stylizowana na starą. Balsam ma biały kolor i lekko ziołowy zapach, który nie utrzymuje się na włosach. Konsystencja jest lekko „wodnista” (nie jest gęsty), ale pomimo wszystko jest wydajny. Stosowałam go 2 tygodnie za każdym razem, gdy myłam włosy, żeby recenzja była jak najbardziej prawdziwa. Co mogę o niej powiedzieć? Na pewno włosy są puszyste i sypkie (końcówki niestety trochę się „puszą”, więc trzeba na nie zaaplikować jakiś olejek). Nie obciąża włosów, ale nie rozczesują się po nim dobrze – konieczny jest jakiś produkt w spray’u, który nam to ułatwi. Odżywianie – myślę, że na swój sposób działa; włosy są błyszczące i wyglądają zdrowo. No ale niestety – tylko wyglądają, i to piewszego dnia, drugiego wrażenie zanika. Więc to chyba tylko chwilowy efekt… Czy przyspiesza porost? Tego nie jestem pewna. Ostatnio moje włosy „ruszyły z kopyta”, ale to może być efekt wiosny i wielu, wielu innych czynników (m.in. olejowania czy suplementów diety).
Co do analizy składu – nie jest zachęcający. Jeden konserwant i jeden surfactant zaznaczony dwoma czerwonymi kwadratami (halo, halo panie producencie? To ma być ta „sama natura”? Coś tu jest nie tak!). Cóż, nie zachęca to mnie do jej używania, oj nie…
I najważniejsze pytanie – czy do niej wrócę? Hm, chyba nie. Nie jest zła, ale puszenie, rozczesywanie i skład psują dobre wrażenie… Zobaczę jakie będą efekty po jej zużyciu i wtedy podejmę ostateczną decyzję.

sobota, 20 kwietnia 2013

Przepisowo – sałatka z kapusty pekińskiej.



Mniam, moja ulubienica, zdecydowanie! Mogłabym jeść ją codziennie, a i tak by mi się nie znudziła. To przepis, wg którego robiła mi ją moja babcia – i chociaż do dziś nie przepadam za sałatkami (oprócz jarzynowej na święta) ta jest wyjątkowo pyszna! Na dodatek jest bardzo zdrowa – zawiera mnóstwo białka i witaminy z grupy A, B1, B2 i C. Mało? W składzie ma też wapń, żelazo, cynk, potas, fosfor, magnez i kwas foliowy. Wapń to podstawowy budulec kości, żelazo zapobiega anemii, a cynk wspomaga i reguluje ciśnienie i pracę serca. Dodatkowo marchewka poprzez beta karoten i witaminy korzystnie wpływa na wygląd cery i zapobiega starzeniu się organizmu. To chyba wystarczające powody, żeby wypróbować tą sałatkę? :)


SKŁADNIKI:

  1. kapusta pekińska – wybierajmy tą średniej wielkości, bez dużej ilości ciemnozielonych liści (tzw. młodą). Jedna główka średniej wielkości starcza na dwie duże sałatki.
  2. Marchewka – dwie średniej długości starczą na sałatkę z połowy kapusty.
  3. Dressing – śmietana, jogurt, majonez – do wyboru do koloru. Ja lubię opcję ze śmietaną.
  4. Sól, cukier, cytryna do smaku




SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA:

Połowę kapusty posiekać drobno nożem i wrzucić do miski. Na wierzch ścieramy na grubszej ściance tarki marchewki, a potem dodajemy szczyptę soli, ok. niepełną łyżeczkę cukru i skrapiamy sokiem z cytryny. Ostawiamy na około godzinę, a następnie tuż przed podaniem dodajemy śmietanę (ewentualnie jogurt, majonez, co kto lubi) – ok. 4 – 5 łyżek. Dokładnie mieszamy i voila! Mamy pyszną sałatkę, która jest świetną opcją zarówno do obiadu, jako lekka kolacja czy jako przystawka na imprezę. 

 

piątek, 5 kwietnia 2013

Regenerujący krem do rzęs L’biotica



Odżywkę zakupiłam w aptece za zawrotną sumę 11 złotych. Zamknięta w małym opakowaniu 10ml, ma aplikator z którego po naciśnięciu wydobywa się cieniutki paseczek przezroczystego żelu. W aplikacji jest bardzo łatwa – to tak, jakbyśmy tym żelem robiły kreskę na powiece, tuż przy linii rzęs. Odżywkę należy stosować na noc, przez minimum 30 dni. 


 

















Przyznam szczerze, miałam pewne wątpliwości gdy już ją kupiłam i przeczytałam o niej opinie. Najłagodniejsze z nich brzmiały: „oczy są rano zapuchnięte, ropieją i kleją się”. Dla mnie – użytkownika soczewek to byłoby nie do zniesienia, więc prawie tydzień robiłam do niej podchody. W końcu, 2 marca się zdecydowałam. Stosowałam ją sumiennie przez 30 dni (nie 31, raz zapomniałam). Czy opinie na wizażu są prawdziwe? Raczej nie. U mnie nie było żadnego z tych efektów ubocznych. Rano oczy miałam takie jak zwykle, raz wstałam z podpuchniętymi, ale to był efekt siedzenia do późna nad książką, nie zaś odżywki.
Efekty mojej kuracji są widoczne na fotkach poniżej:
Oto moje rzęsy przed kuracją. Najdłuższe sięgają 1 cm, reszta to ok. 8 mm.


A to moje rzęsy po 30 dniowej kuracji. Tu już najkrótsze mają centymetr, a najdłuższe ok 13-14 mm!


Uprzedzając pytania - mam naturalnie czarne rzęsy, na zdjęciach nie są one niczym zabarwione ani pomalowane.
Efekty przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Rzęsy już po 4 – 5 dniach stosowania miałam inne. Były lekko zagęszczone, a gdzieniegdzie zaczęły wystawać malutkie włoski – a więc znak, że rosną nowe! Nie spodziewałam się, że odżywka tak szybko zdoła coś zdziałać!
Jak widać po centymetrze (którego podczas mierzenia o mało nie wpakowałam sobie do oka…) rzęsy urosły mi o ok. 3 – 4 mm. Zagęszczenie wygląda o niebo lepiej – jest ich ze dwa razy więcej, są grubsze i dłuższe! 
Moim zdaniem to genialna odżywka za niewielkie pieniądze. Stosuję ją nadal, jest bardzo wydajna i zostało mi jej jeszcze pół. No i z niecierpliwością czekam na dalsze efekty! ;)

wtorek, 2 kwietnia 2013

Maska do włosów Herbal Essences Szczęśliwe zakończenia



Dziś chciałabym Wam przedstawić jedną z najfajniejszych masek do włosów na jakie trafiłam. To Herbal Essences szczęśliwe zakończenia z ekstraktem z czerwonych malin i jedwabiu. Niestety – nie jest do dostania w Rossmannie, w Naturze również jej nie widziałam. Ja trafiłam na nią w wakacje w supermarkecie (L’eclerc, Kaufland – w tych na 100% je widziałam), na dodatek w promocji, za 11,99 zł. (Bez promocji to koszt ok. 15 – 16 zł) Kupiłam wtedy trzy opakowania i na razie mam zapas :D



Opakowanie to czerwony odkręcany słoiczek, który kryje maskę w kolorze różowym, o cudownym malinowym zapachu. Zakochałam się w niej od pierwszego powąchania, a już po pierwszym użyciu ślubowałam jej wierność ;) Maska jest mało wydajna – niestety. Chociaż może to tylko moje subiektywne zdanie, bo moje końce „piją” dużo odżywek i dlatego sporo jej nakładam. Nie zastosowałam jej tak, jak zaleca producent, na parę minut, tylko na całą godzinę pod czepek i ręcznik – moje włosy są na tyle chłonne, że muszę im dać chociaż pół godziny na „wypicie”.
A teraz przejdźmy do efektów: po jej użyciu włosy są po prostu cudowne: miękkie i śliskie, ładnie nawilżone. Końcówki się nie puszą, a włosy lekko rozczesują. Maska nie obciąża ich – nie zauważyłam żeby były przyklapnięte czy przetłuszczone. Przy okazji delikatnie nabłyszcza – jak dla mnie ideał! Nie stosuję jej często – ok. raz na tydzień/dwa, bo boję się, że włosy mi się do niej przyzwyczają. Jak na razie – z dobrym skutkiem, bo zużyłam już półtora słoiczka i efekty nadal są widoczne :)
Co do analizy składów – dziękuję za długi i wyczerpujący moje wątpliwości komentarz pod postem o szamponie od osoby Anonimowej – strona http://www.cosdna.com/eng/ingredients.php/ stała się jedną z moich ulubionych i wiem już, że dziś opisana odżywka z herbala ma 3 konserwanty (preservative), które zostały zaznaczone jako czerwony kwadracik – a więc są szkodliwe. Moim zdaniem 3 negatywy na 11 składników zielonych (!) i kilka żółtych to i tak niezły wynik, zważywszy na jego naprawdę fajne działanie na moje włosy.
A Wy? Próbowałyście już kosmetyki herbal essences? Jak na Was działają?

wtorek, 26 marca 2013

Kobo Amethyst lakier do paznokci



Dziś po raz pierwszy – recenzja lakieru do paznokci. Mam stresa! ;) Wiem, że pewnie jakość zdjęć i wiele innych rzeczy należy udoskonalić, ale chyba każdy jakoś zaczynał, prawda? No ale do rzeczy :)


Lakier Kobo Amethyst nr 28 to jeden z moich ulubieńców. Ma błyszczące, fioletowo niebieskie drobinki, które w słonku sprawiają, że moje paznokcie iskrzą się jak szlachetne kamienie. Foto na 100% nie oddaje piękna tego odcienia, niestety. Daje zaledwie namiastkę. 



Lakier schnie dość szybko i ma wygodny, choć wąski pędzelek. Kryje po jednej grubszej warstwie, chociaż osobiście wolę dwie cienkie, bo wtedy szybciej schnie :) Po ok. 3 dniach zauważamy lekko starte końce paznokci – widoczne na foto – no tak, oto jedna z wad ciemnych lakierów. Mimo wszystko bardzo lubię do niego wracać. Fakt, moje pazurki na fotkach nie są idealnie pomalowane – ale to moja wina, bo malowałam je w samochodzie ;) Zdjęcie było robione gdy lakier na paznokciach był już 3ci dzień – chciałam Wam pokazać jego wytrzymałość i fakt, że nigdzie nie odprysnął mimo wykonywania miliona różnych czynności (z myciem włosów, naczyń i podłóg na czele ;)). Warto go wypróbować; ma tylko jedną wadę – pod lakier trzeba dać bazę lub bezbarwną odżywkę, inaczej zabarwi płytkę… Ot, taki mały łobuz ;)

piątek, 22 marca 2013

Szampon Green Pharmacy przeciwłupieżowy dziegieć brzozowy i cynk



Oto i kolejny szampon z zielonej apteki, który postanowiłam przetestować. Jego pokrzywowy brat sprawdził się idealnie, więc pełna chęci zabrałam się za testowanie.
Nie mam większych problemów z łupieżem, pojawia się u mnie może raz na pół roku, a po zaatakowaniu ze dwa razy odpowiednim szamponem znika na parę miesięcy. Mimo wszystko postanowiłam sprawdzić ten „cud natury”, żeby zobaczyć jego efekty. Skład bez SLS, SLES i parabenów naprawdę zachęca, a moje włosy po poprzednim szamponie z tej serii odżywają – więc uznałam, że warto przetestować i ten. 

















Butelka – identyczna jak poprzednia, z wygodnym otwieraniem i stylizowana na starą. Brązowy, lekko przezroczysty plastik pozwala zobaczyć, ile szamponu jeszcze zostało. Po otwarciu tego szamponu uderzył mnie jego dość specyficzny, ziołowy zapach. Przyznam szczerze – dla mnie ten szampon ma mocny, duszący zapach i niestety niezbyt przyjemny. No ale skoro jest naturalny i ma działać, trudno, zatykam nos i myję włosy...
W porównaniu do pokrzywowego, trzeba go wylać więcej, by zaczął się pienić. Na szczęście nieprzyjemny zapach nie utrzymuje się na włosach i po spłukaniu szamponu już go nie czuć. Gorzej natomiast z rozczesywaniem włosów. Próbowałam to zrobić bez odżywek w spray’u, ale niestety nie dało się, bo płynęły łzy :P Miałam na włosach kołtuny, dzięki odżywce w psikaczu z Biovax na szczęście je rozczesałam bez większego uszczerbku, chociaż parę włosów więcej wypadło… No i niestety – zauważyłam, że chociaż włosy są świeże na drugi dzień, to niestety mam wrażenie „mrówek” na głowie – i po prostu pod wieczór zaczynałam się drapać. Czy zatem zwalcza łupież? Mam poważne wątpliwości. Chyba że producentom chodziło o to, że po umyciu głowy tym szamponem to samemu sobie ten łupież wydrapiemy… Dla pewności – umyłam nim włosy dwa razy. Za każdym razem było to samo – więc mam z nim same nieprzyjemne skojarzenia. Odłożyłam go na półkę i czekam, aż ktoś inny go zużyje – ja już nie będę ryzykować ani ranami w głowie od drapania, ani też wyrywaniem moich i tak rzadkich włosów.
 

wtorek, 19 marca 2013

L’BIOTICA BIOVAX dwufazowa odżywka bez spłukiwania do włosów słabych ze skłonnością do wypadania



Moja ulubiona odżywka bez spłukiwania, kosztuje ok. 19 zł bez promocji (w promocji ok. 14 – 15). To, co Biovax robi z moimi włosami, to cud :) 

Zacznijmy od tego, co wg producenta jest zawarte w 150ml buteleczce :) 

I FAZA - REGENERUJĄCA oparta na PANTHENOLU (prowitamina B5) - działa na wewnętrzną strukturę włosów, skutecznie je regenerując. Utrwala keratynę w łuskach włosów, dzięki czemu stają się one zdrowsze oraz pełne blasku. Wpływa łagodząco i odżywczo na skórę głowy, wzmacniając cebulki włosów, co zapewnia im właściwy wzrost.
II FAZA - WZMACNIAJĄCA oparta na JEDWABIU I EKSTRAKCIE Z ALOE VERA - wzmacnia włosy oraz skutecznie zmniejsza ich łamliwość działając na ich zewnętrzną warstwę. Reperuje i zamyka rozdwojone końcówki. Wygładza włosy i zapobiega ich elektryzowaniu. Nadaje im jedwabisty połysk i miękkość. Intensywnie odżywia włosy, chroniąc przed nadmiernym wypadaniem. Nie wymaga spłukiwania.
Nie zawiera parabenów, SLS, SLES, glicolu propylenowego.

Odżywka niezmieszana
Zmieszana odżywka
















  

Odżywka składa się z dwóch „warstw” – regenerującej (biała „pianka” na górze) i wzmacniającej (zielony płyn na dole). Przed użyciem wstrząsnąć ;)

Tyle tytułem wstępu. A jak jest naprawdę? Umyłam włosy moim pokrzywowym szamponem, odżywki nałożyłam tyle, co zwykle, a potem osuszyłam włosy ręcznikiem i użyłam Biowaxa. Na pewno ma plus za wygodną aplikację w „psikaczu”. Zapach jest dość specyficzny, lekko słodkawy – mi osobiście się podobał ale domyślam się, że kilku osobom może przeszkadzać i „mulić”. Włosy rozczesywały się po niej jak marzenie, wypadło mi może z 5 włosków! Za to podłapała ogromnego plusa. Czy wzmacnia włosy? Hm, nie jestem przekonana. Mam mocniejsze włosy ale już od ponad pół roku używam regularnie masek z Biovaxa i chyba to głównie nim zawdzięczam ten stan, a ta odżywka może co najwyżej „wspomóc” swoje koleżanki z tej samej firmy. Moje włosy po użyciu tego spray’u są jedwabiście gładkie i miłe w dotyku, nie elektryzują się i ładnie układają. Wydają się być nawilżone, ale nie przeciążone, co w przypadku moich przetłuszczających się u nasady włosów jest dość trudne do osiągnięcia. Łuski włosów są zamknięte, a końcówki gładkie. Jak dla mnie jest dość wydajna – szału nie ma pod tym względem, ale mam cienkie włosy i sięgają obecnie tylko do łopatek więc nie muszę dużo „psikać”, ale myślę posiadaczki gęstej i długiej czupryny mogłyby narzekać na wydajność.
I teraz zasadnicza kwestia – czy włosy po niej rzeczywiście mniej wypadają. Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zastosowałam ją „próbnie” dwa razy z odżywką z Garniera, a obecnie stosuję w „pakiecie” z maską opisaną w poprzednim poście, również do włosów słabych z tendencją do wypadania. Ten pakiet sprawdza mi się idealnie – włosów wypada mi naprawdę ze 3 na krzyż, a w zeszłym roku o tej porze roku (marzec – kwiecień) wyjmowałam z sitka po myciu garść włosów. Ta seria naprawdę dobrze działa i z ręką na sercu mogę polecić ją każdemu, kto ma problemy z wypadaniem włosów, chociaż osobiście radzę zacząć od maski, bo spray, chociaż skuteczny, to sam raczej cudów nie zdziała. 
P.S. W promocji z tą odżywką otrzymujemy saszetkę maski BIOVAX z tej samej serii :) Tak więc można wypróbować od razu "w pakiecie", do czego Was zachęcam!

czwartek, 14 marca 2013

L’BIOTICA BIOVAX maska do włosów słabych, ze skłonnością do wypadania



Wybaczcie długą nieobecność - była spowodowana awarią komputera. Mam nadzieję, że mój staruszek już nie nawali ;)
Dziś chciałabym Wam przedstawić moją przyjaciółkę z Biovax :) To moja druga odżywka – maska Biovaxa i jestem z niej bardzo, bardzo zadowolona.
Pierwsza była do włosów blond, skończyła mi się w grudniu – odżywiała podobnie do tej, a włosy po niej miałam jakby lekko rozjaśnione (pewnie przez ekstrakt z cytryny, chociaż słonko w lato też pewnie robiło swoje), ale czy do niej powrócę to nie wiem. Biovax ma tyle innych świetnych odżywek, że najpierw muszę wypróbować inne żeby określić, którą pokocham całym serduchem, tak na 100% ;)
Drugą na mojej liście była odżywka do włosów słabych, z tendencją do wypadania. Był okres czasu, że wypadały mi one garściami. Gdy zaczęłam po myciu wyjmować je z odpływu i uzbierała się ich garść, przestraszyłam się nie na żarty. Pierwsze co to poszukałam w aptece jakiegoś suplementu na ich wzmocnienie – ale o tym w innym poście. Po drugie poradziłam się znajomej fryzjerki, co z tym fantem zrobić – poleciła mi serię Biovax. I tak trafiłam do apteki i wynalazłam na półce tę oto maskę. Była w promocji – za 500 ml zapłaciłam 24 złote. 


Opakowanie to duży słoik, z przykrywką. Odżywka ta jest gęsta, w kolorze lodów pistacjowych i bardzo przyjemnie pachnie migdałami. Był do niej dodany czepek tzw. „termocap”, więc od razu zaczęłam kurację. Umyłam włosy, osuszyłam ręcznikiem i zaaplikowałam odżywkę – maskę na całe włosy (nie pomijając wmasowania jej w skórę głowy). Potem założyłam czepek, owinęłam głowę ręcznikiem i zajęłam się swoimi sprawami. Po około godzinie poszłam spłukać włosy. Pierwsze co mnie uderzyło to ciepełko, które aż biło od moich włosów. Drugie co zaobserwowałam to ich miękkość i gładkość. Jeszcze nie spotkałam maski bez SLS, SLES i innej chemii, po której miałabym tak cudowne włosy. Osuszyłam je i rozczesałam – poszło jak po maśle. Włosy były aksamitne i miękkie, wręcz same się układały, a nie były ani trochę obciążone ani napuszone. Po ok. 5 użyciach (zwykle trzymałam odżywkę w cieple godzinę czy dwie, a raz zdarzyło mi się o niej zapomnieć i zmyłam ją dopiero po 4!) mogłam śmiało powiedzieć, że naprawdę działa. Włosów wypadało mi zdecydowanie mniej, a obecnie (po 2 miesiącach używania) to naprawdę przysłowiowe 3 włosy na krzyż. Włosy po ponad półrocznej kuracji Biovaxem są naprawdę mocniejsze i zdrowsze. Pomimo średnio przyjaznych opinii w Internecie ja śmiało polecam ją wszystkim, którzy jeszcze nie próbowali. Ja natomiast kiedy tylko wykończę to dość duże opakowanie, zamierzam znowu kupić jakąś maskę z tej serii – jaką, sama jeszcze nie wiem, bo wybór jest przeogromny a po zastosowaniu dwóch wiem na pewno, że chyba każda z nich będzie działać :)